piątek, sierpnia 22

Rozdział 21

 Przez całe wakacje moja uwaga była skupiona tylko na Nathanie. Wracam ze spaceru z małym. Po drodze zachodzę do rodziców.
 - Znowu... za długo byłeś w domu.- krzyczy mama.
- Co się dzieje? - pytam.
- Twój tata chce wrócić do wojska. Na czynną służbę.
- Chyba żartujesz - patrzę na niego.
- Dostałem tylko taką propozycję. Ja się tylko nad tym zastanawiam.
- to się nie zastanawiaj - mówimy równo.
- Jasne. Wojsko to moje życie.
- Albo ja albo wojsko - decyduje mama.
- Co?- patrzy na nią zaszokowany.
- Tak, ja nie chcę przeżywać powtórki z wojska jeśli coś. Znajdź sobie inną pracę
- Czemu od razu zakładasz najgorsze.
- Tam tym razem też miałam nie zakładać!
- I co jestem. Nic mi się nie stało.
- nic? Nic?! 18 lat cię nie było!
- Mamo nie denerwuj się. Tata jest mądry i nie podejmie tak głupiej decyzji.
- Właśnie kochanie uspokój się.- próbuje ją przytulić, ale ta się cofa o kilka kroków.
- Nie odzywaj się do mnie. - wychodzi z pokoju. Przeczesuje palcami włosy. Stoi na środku salonu jakby nie wiedział co ma zrobić.
- Zostajesz - grożę mu. Nic nie mówi. Patrzy się na mnie. Podchodzę bliżej niego. - Masz mnie, mamę, będziesz miał syna i masz wnuka. Czego ty więcej chcesz?
- Nie umiem bezczynnie siedzieć w domu.
- To znajdź sobie jakąkolwiek inną pracę.
- Mercy ja to robiłem całe życie
- nie ważne
- Tak nie ważne to co ja chcę.
- Na pewno tego chcesz? - jestem wściekła. - To nie będziesz miał do czego wracać. - wychodzę z synem z domu i wracam do nas.
- hej- Niall bierze chłopca na ręce.- co się stało?
- nic - idę do kuchni.
- przecież widzę
- Nic, wszystko jest super zajebiście - biorę szklankę soku i siadam na krześle podpierając głowę.
- Kochanie. ..- przytula mnie do siebie.
- Mój ojciec jest głupi.
- Nie sądzę. To mądry facet
- Wcale nie.
- Co zrobił?
- chce wrócić do wojska.
- Uuu. .. nie lepiej mu zająć się ochroną. Z przeszkoleniem militarnym byłby całkiem niezły.
- Porozmawiaj z nim.
- Dobrze- Całuję go w usta i robię mleko dla synka. Nie jestem zadowolona, że do poniedziałku trzeba iść do szkoły, Nie chcę mi się i to strasznie. Idę do sypialni. Niall pochyla się nad Nathanem.- Patrz co dzisiaj przyszło.
- Co? – pytam.
- Ten dokument stwierdza że jesteśmy prawnymi opiekunami.
- Oo.. - patrzę na papier uśmiechając się.
- Nawet jakby się znalazła jego rodzina to go nam nie zabiorą.
- Cudownie. - siadam na łóżku zadowolona. Biorę malucha na ręce i karmię butelką.
- To idę pogadać z twoim tatą.
- Dobrze. - gdy Nathan zjada usypiam go. Nucę mu jakąś kołysankę. Tak szybciej zasypia. Odkładam go do łóżeczka i idę zrobić obiad. Wieczorem wraca Niall troszkę pijany. - Jak ty z nim rozmawiałeś kochanie?
- Przy wódce.- obejmuje mnie w tali.- Będę pracował z teściem.
- Co?
- Mam nowego szefa ochrony. Zdecydowanie zróbmy sobie dziecko.
- Niall, co ty gadasz? - jestem za tym aby poszedł spać.
- No zróbmy sobie dziecko. Nawet teraz.- Sadza mnie na blacie i staje między moimi nogami.
- Mamy, śpi tam. - śmieję się.
- To jeszcze jedno. Chce mieć więcej dzieci.
- A odpowiedzialność gdzie?
- Została za drzwiami.
- A rano nic nie będziesz pamiętał.
- Oh. .. dobra. Nie to nie.- Kręcę głową patrząc na niego.
- Jutro ci przypomnę, ciekawe co powiesz.
- To samo co dziś. Idę spać. Auto zabrała mi twoja mama. Lubię je, tam też się kochaliśmy.
- Tak, my to robiliśmy prawie wszędzie.
- Nie wszędzie. Został balkon, kuchnia i nowy dom, a i winda.- On jest uroczy taki pijany. Całuję go w policzek uśmiechając się.
- Słodki jesteś.
- I troszkę pijany. Twój tata ma lepszą głowę.
- Wiem. I cię spił. No bo jak odmówić mojemu tacie
- Oj tak. Dobranoc kochanie.
- Dobranoc - śmieję się. Idę z nim do sypialni.  Od razu zasypia, a ja po nim. Budzi mnie Niall z Nathanem. Biorę chłopca na ręce.
- Cześć. Zrobiłem śniadanie.
- Hej - uśmiecham się. - Dobra, już wstaję.
- Śniadanie przyszło do ciebie.
- Dobra, Niall uderzyłeś się w głowę? - patrzę na niego rozbawiona. - Śniadanie do lóżka..mmm.
- Muszę lecieć do Nowego Jorku. Wracam 13.
- Wiedziałem, że coś się stało. Tylko że ja mam szkołę a ty Nathana nie zabierzesz.
- Harry i Annie pomogą. A tu masz klucze od domu. Po jutrze można się wprowadzać.- Wypuszczam powietrze miętoląc w palcach kołdrę. Ja go kiedyś zabiję. Już nic nie mówię tylko jem.
- A i wczoraj mówiłem poważnie.
- Co?- patrzę na niego. - Czemu ci się odmieniło?
- Nie wiem. Nie pytaj. Powiedzmy tak oboje z Louisem coś zrozumieliśmy
- Co takiego kochanie?
- Że życie jest za krótkie by odkładać coś na później.
- Jaka sentencja życia. Widzisz, tatuś czasem myśli - całuję synka w czoło.
- Tak. Kocham cię.
- Ja ciebie też - całuję go w usta.
- Muszę lecieć na lotnisko. Dasz sobie radę?
- Tak, tak. Idź sobie.
- Zadzwonię.- Bierze torbę i wychodzi.
-  no i sobie poszedł. - mówię do Nathana. Po południu jadę do przyjaciółki.
- To mu się nie spodoba. Wymyśl coś innego Harry.
- Cześć - mówię.
- O hej.
- O czym tak zawzięcie dyskutujecie?
- O prezencie dla taty. Chodź braciszku.- Podaję jej Nathana.
- Akurat wraca w urodziny. Można po prostu zrobić mu niespodziankę jak wejdzie do domu.
- Jasne. Zmyje się po 10 minutach. Przyjęcie odpada.- Siadam na oparciu kanapy.
- Nie wiem. - mówię zastanawiając się.
- Ty masz większe pole do popisu.
- Ale ja się zajmuję drugą częścią urodzin - śmieję się. - Przepraszam, że przerwę. Harry masz czekoladę?
- Tak mam.
- A podzielisz się?
- Jasne.- Dostaję słodycz i znów zaczynam myśleć. Nie mam pojęcia co mu kupić. Odpowiedź mi przychodzi po tygodniu. Trzymam w rękach usg i stoję z otwartymi oczami. Ja chyba w szoku jestem... Wpadki się zdarzają. Jadę prosto do Annie.
- Cześć, możemy pogadać?
- Jasne. Nathan na spacerze z Harry'm.
- To dobrze - wypuszczam powietrze kładąc ręce na biodra.
- Chcesz coś do picia jedzenia ?
- nie, dzięki. Mam naprawdę przypadkową niespodziankę dla Nialla.
- Tak? No mów.- dziewczyna zaczyna jeść ciastka.
- Będziesz mieć rodzeństwo.
- Wow. .. to się nazywa prezent. Padnie jak mu to oznajmisz
- Tak - zabieram jej jedno ciastko.
- Ale będzie miał niespodziankę. Z Harry'm rozmawialiśmy i jak chcesz to możemy się zająć w urodziny tatusia Nathanem a i ty będziesz chrzestną naszej córeczki- mówi szybko
- Córeczki? - pytam. - Wow, super. Gratuluję. I dziękuję. - uśmiecham się.
- No... Pani doktor powiedziała nam to w tamtym i w tym tygodniu. Harry nie mógł uwierzyć.
- Ma swoją księżniczkę. O, Niall te się ucieszy. Wnuczkę będzie miał. - przytulam ją.
- Tak.  To już czwarty miesiąc. Jak w szkole?
- Dobrze. Nawet w 3 nie jest tak  źle. A ty się w domu uczysz tak?
- Tak. Harry się uparł, i nie wiem czy chciałbym teraz iść do szkoły. Nie mam ochoty słuchać, że się puszczam z niewiadomo kim.
- Rozumiem  - kiwam głową.
- Mam więcej czasu na pisanie artykułów. Twoja mama jest ze mnie zadowolona.
- Wiem, wiem. Bo naprawdę jesteś świetna. Siedź jak siedzisz - proszę i zaczynam rysować przyjaciółkę.
- Ty i twoja wena. Ale ja chcę ciastko.
- Dobra, jedz ciastko. Będę mieć więcej na kartce - śmieję się
- Nie wiem czemu mnie malujesz. Jestem gruba.
- Nie jesteś. Marudzisz jak moja mama.
- Pogadamy za cztery miesiące jak ja będę się cieszyć córeczką a ty będziesz narzekać na brzuszek.
- Tak, tak. I zamęczę twojego tatę.
- On oszaleje ze szczęścia.
- Kto oszaleje?- pyta Harry, który akurat wchodzi.
- Cześć - macham mu. - Siadaj obok niej. - proszę go. - I Niall oszaleje.
- On już oszalał. Wysyłam mu zdjęcia co godzinę małego.
- Tak, ale będzie miał jeszcze jedno. No siadaj, raz, raz.
- Już.- Harry obejmuje Anie ramieniem i całuje ją w skroń.- O co jej chodzi?
- Bedzie rysować.
- Aha. Mnie?
- Nas.
- Czy mogę zaprotestować?
- Nie - odpowiadamy równo. - Uśmiecham się rysując zakochaną parę.
- Ej, czekaj. Stój. Idę po ciastka - wstaje szybko i idzie do kuchni, a potem wraca z miską i zajmuje miejsce.
- Jak się wam podoba?- pytam i pokazuję im skończony obrazek.
- Masz mega talent - mówi Harry trzymając kartkę. - Piękne.
- Cudowne.
- To dla was - mówię. - Ale jak mi dasz czekoladę.
- Już idę. Co wy kobiety macie z tą czekoladą.
- Dzieci są wymagające - śmiejemy się.
- Zostajesz u nas czy cię odwieźć?- pyta Harry.
- A mogę zostać?
- Oczywiście, głupie pytanie- mówi Annie.- Kochanie zrobisz obiad. Bardzo ładnie proszę.
- Ty zawsze ładnie prosisz - całuje ją w usta i idzie do kuchni.
- Pstrykniesz tylko palcem i masz- śmieję się.
- Podoba mi się to. Ale on nie działa za darmo.
- Łatwo się domyślić.
- Ale muszę przyznać, że jego waluta jest bardzo przyjemna.- Uśmiecham się mierząc swój cukier.
- Właściwie to myślisz, że dziecko musi odziedziczyć chorobę?
- Nie. Twoja mama nie jest chora. Cukrzyca nie jest dziedziczna.
- Podobno jest. Tylko ta typu 1.
- Okaże się.
- Muszę wykąpać Nathana.
- Śpi teraz. Nie budź mojego braciszka.
- No nie teraz - śmieję się. - Ale pod wieczór.
- To tak. - Harry przynosi nam obiad.
- Dziękuję...- Annie całuje go w usta. Ten oddaję pocałunek. Są słodcy.  Tęsknię już za Niallem. To tydzień, a ja chcę już się przytulić. Ale muszę wytrzymać jeszcze tylko tydzień. Dzisiaj śpimy w sypialni Nialla. Ja i Nathan.  To bardzo spokojne dziecko. Rzadko się budzi w nocy. Najwyżej raz czy dwa. Około 6 chodzę z nim po kuchni i karmię.  Czekam aż mu się odbije i wsadzam do wózka. Spacerujemy po ogrodzie.
- Lubisz za to wcześniej wstawać - mówię do niego z uśmiechem. Uśmiecha się tylko do mnie. Całuję jego rączkę i spacerujemy dalej Bardzo lubi przebywać na świeżym powietrzu. Robię śniadanie Annie i Harry'emu. Na dół pierwszy chodzi Harry.
- Nie śpisz?
- Nathan nie lubi długo spać.
- Po co marnować tak piękny dzień.
- No właśnie. Proszę. - stawiam talerze.
- Nie musiałaś. Zrobiłbym.
- Oj przestań
- Dzięki za kawę.
- Muszę iść do szkoły. Mogę go zostawić tak?
- Tak.
- Dziękuję
- Tak się umówiliśmy. Pojedziesz z wujkiem do pracy. - Nathan się śmieje. Całuje chłopca, a później Harre'go w policzek i jadę do szkoły.  Zajęcia szybko mijają.  W drodze powrotnej zajeżdżam do taty. Siedzi w firmie Nialla i kręci się na krześle.
- Nudzi ci się? - pytam
- Bardzo.
- Ale wytrzymasz.
- Tak. Bo mnie żona z domu wyrzuci.
- No właśnie. będziesz dziadkiem.
- Jestem... Że co proszę?
- Jestem w ciąży. Będziesz dziadkiem.
- Dobrze, że go tutaj nie ma.
- No przecież i tak mam Nathana to co to za różnica
- Mercy jesteś taka młoda...
- Od razu mówię że ja chciałam tego dziecka..
- Aaa... A studia, szkoła?
- Chodzę do szkoły. Na studia też pójdę.
- Dobra. Nic już nie mówię.- Całuję go w policzek.
- cieszysz się?
- Tak.
- Uff. I nikogo nie zabijesz.
- Dam mu w nos, żeby było sprawiedliwie bo Harry dostał.
- Ej wiesz co. - robię smutna minkę
- Jakaś równość musi być. ON dla Harry'ego dał w nos
- Oj no weź.
- CO no weź
- nie zrobisz tego, jesteś super kochany
- I tak go opieprze.
- Boże i weź się z nim dogadaj - kręcę głową.
- Tacy są tatusiowie.
Chwilę rozmawiamy, a potem wracam do domu. W sobotę idziemy na zakupy z Annie, a następnego dnia wraca Niall. Nie mogę się już doczekać. Cały dzień chodzę po naszym nowym domu i sprzątam. Jest taki wielki i rozłożysty. Ma piękny ogród.  Stoją przy szklanych drzwiach tarasu i patrzę na jezioro. To nasze miejsce. Uśmiecham się, ale zaraz słyszę płacz. Idę do synka i go biorę na ręce. Podchodzę do okna.
Paluszkami dotyka szyby. Nie ważne, że ją przed chwilą myłam.
- Też ci się tu podoba prawda?- Śmieje się tylko. Całuję go w nosek i wsadzam do wózka. Mówię do niego i zabawiam.  Jest on taki wspaniały, nie wyobrażam sobie, że go nie mam.
- Mój skarb - całuję go w czółko. Usypia, więc odstawiam wózek przy sofie i idę na górę. Biorę szybki prysznic i tylko w ręczniku stoję przed lustrem. Zakładam nową bieliznę, ale zastanawiam się którą sukienkę mam ubrać.  W szafie, a raczej wielkiej garderobie znajduję pudełko podpisane "Na urodziny tatusia". Ta Annie. W środku jest czarna, krótka sukienka. Ta dziewczyna ma gust. Ubieram sukienkę i faluję włosy. Maluję oczy podkreślając je czarnym tuszem i kredką. Dawno się tak nie ubierałam. Patrzę na mało widoczny brzuszek. Ja o nim wiem, więc  go widzę ale raczej nie jest zauważalny Przyłam tylko kilogram. Schodzę na dół. Niall pochyla się nad wózkiem. Uśmiecham się widząc go.
- Patrz tatuś przywiózł ci misia. - Nathan wyciąga rączki po maskotkę. Niall się odwraca i patrzy na mnie. Podchodzę do niego z uśmiechem. Ale ja się stęskniłam.
- Po pierwsze to hej - całuję jego usta. - Po drugie wszystkiego najlepszego kochanie.
- Dziękuję i cześć skarbie. Patrz jaka ta mamusia śliczna.- Śmieję się patrząc na chłopca, który się uśmiecha.
- Nigdy więcej nie jadę nigdzie na tak długo
- Byłoby fajnie. - śmieję się. Nathan zaraz zasypia z misiem. Idę z Niallem do jadalni, gdzie jest kolacja.
- Oo jak miło. dla ciebie tez cos mam
- Ja nie mam urodzin - uśmiecham się sięgając po białą kopertę.
- Tak ale tak bez okazji
- To poczekaj. Najpierw ty coś dostaniesz - podaję mu kopertę.
- Mały ten prezent
- Będzie rósł.
- A miałem nadzieję że od razu będzie miał metr sześćdziesiąt i piękną czarną sukienkę, a i jeszcze...- Wpatruje się w USG z otwartą buzią. Uśmiecham się patrząc na niego.
- Na pewno będzie rósł.
- Sam zapracowałeś na taki prezent.
- Tylko jakim sposobem.- Ciągnie mnie na swoje kolana.
- Wpadki się zdarzają - cytuję Annie.
- Oj tak...- Całuje mnie w usta.- To najwspanialszy prezent jaki dostałem.- Uśmiecham się do niego.
- Kocham cię.
- Też cię kocham bardzo cię kocham.
- Tęskniliśmy.
- Ja za wami też. - Całuję go w szyję i siadam na krześle obok.
- Poczekaj chwilę. Tutaj jest ten maluszek.- Kuca na przeciwko mnie i całuje w brzuch. Jak go nie kochać? On jest cudowny - Który tydzień? I boże ty byłaś sama w domu i robiłaś zakupy. Dźwigałaś.
- Dziewiąty, ale nic mi nie jest.
- Przez dwa miesiące się tutaj ukrywałeś maluszku. -Całuję go we włosy uśmiechając się.
- Uważaj na mojego tatę.
- Dlaczego?
- Bo ci nos złamie.
- Aaa... Jasne.- Głaszczę go po policzku.
- Dobrze, że się cieszysz,
- Skaczę z radości.
- Trochę się bałam.
- Czego skarbie?
- Że.. nie wiem. No ale się cieszysz i jest dobrze - łączę nasze usta.
- Jest cudownie. - Bierze mnie na ręce i zaczyna kręcić.- Weźmy ślub.
- Coo? - trzymam go za szyję śmiejąc się.
- Kurde zapomniałem się oświadczyć. Wyjdziesz za mnie?- Szeroko się uśmiecham wszystkim zaskoczona. Wplatam palce w jego włosy i go całuję.
- Taak.
- To teraz weźmy ślub.
- No po oświadczynach kiedyś bierze się ślub na ogół.
- Ale mi chodzi, teraz, zaraz. Może nie dokładnie w tym momencie.
- Zwariowałeś - uśmiecham się.
- To już wiem od dawna. Co ty na to? Nie musi  być duży, chyba że chcesz taki
- Nie, nie duży - przytulam się do niego. - Ale nie cywilny, proszę cię.
- Kościelny. Oczywiście że kościelny. Z piękną panną młodą i całą przyjemnością ściągania z ciebie sukni.
- Tak, ale tą sukienkę tez możesz zdjąć. Np, teraz. To jak?
- Oczywiście, że tak.  z ciebie mogę ściągać wszystko.
- I tylko ty.
- Chyba bym się wkurzył, jakby robił to ktoś inny.- Niesie mnie na górę do sypialni. Trzymam się jego szyi którą co chwila całuję. Kładzie mnie na wielkim łóżku i najpierw ściąga moje buty. Rzuca moje szpilki na bok. Przyciągam go nogami do siebie.- Powoli kochanie...- mruczy składając pocałunki na mojej szyi. Przesuwam dłońmi po jego koszuli. Rozwiązuję krawat. Mój pan prezes. Wygląda bosko w tych swoich garniturach.
- Jeszcze mi cię sekretarka poderwie.
- Jaka sekretarka?- Marszczę zabawnie brwi.
- Dużo masz sekretarek w firmie kochanie
- Mogę je wszystkie zwolnić i zatrudnić mężczyzn.
- Ale nie masz podstaw
- Coś bym znalazł. Chociaż nie interesuje mnie nikt inny niż ty. Nawet brakuje mi ciebie
w pracy.
- Mogę być twoją sekretarką. Bardzo chętnie.
- O nie, nie. Bo przestanę pracować. Ty będziesz siedzieć w domu.- Powoli rozsuwa zamek mojej sukienki.- Nie przestajesz mnie zadziwiać kochanie. Rozbieranie ciebie to jak rozpakowywanie świątecznych prezentów
- Doprawdy? - mruczę mu do ucha. - To teraz musisz to bardzo ładnie i grzecznie zdjąć - pokazuję na bieliznę.
- Grzecznie? Nie jestem grzecznym chłopcem
- Ale ja chcę mieć ją w całości.
- To ci kupię drugą. Właściwie przywiozłem ci coś z Nowego Jorku, powinna ci się spodobać.- Obracam nas. Całuję go w usta i staję na łóżku. Sama powoli zaczynam się rozbierać z koronki. - Chociaż to jest o wiele przyjemniejsze.- Dotyka moich piersi. Uśmiecham się do niego zsuwając dolną część. Kręcę przy tym tyłkiem. Widzę ten błysk w jego oczach. Zostaję naga. Rozpinam pasek jego spodni.
- Z tym możemy poczekać. Mam ochotę podotykać moją narzeczoną.
Całuję go w usta i oddaję się w jego ręce. Delikatnie przejeżdża dłońmi po mojej szyi i dekolcie. Zatrzymuje się na piersiach ściskając w palcach sutki. Odchylam głowę do tyłu. Niall  bierze jedne do ust delikatnie go ciągnąć. Jego ręce zjeżdżają po moich plech, pośladkach i udach.  Wzdycham głośno. Czuję jak gorąca fala podniecenia zalewa moje ciało. Drobny dotyk sprawiający dużo przyjemności. Wraca tą samą drogą co przyszedł.  Uśmiecham się. To będzie długa noc. Oddycham coraz szybciej.
- Teraz możesz robić ze mną co chcesz kochanie.- Niall zachłannie całuje mnie w usta. Oddaję spragniona pocałunki. Zdzieram jego koszulę i rzucam ją na podłogę. Jeżdżę paznokciami po jego plecach. Ciągnę zębami za wargę blondyna, a moja dłoń zjeżdża po jego torsie do spodni. Sprawnie odpinam pasek i guzik. Powoli zsuwam jego spodnie. Niall chce ułożyć swoje ręce na moich biodrach, ale ręce przecząco głową. Wsuwam dłoń do bokserek narzeczonego. Jak zawsze gotowy i twardy. Kilka razy przesuwam po członku dłonią zanim wezmę go do ust.
- Mercy...- sapie zaczynając poruszać biodrami. Uwielbiam sprawiać mu przyjemność. Czuję jego palce w moich włosach. Robię to coraz szybciej. Zataczam kółka językiem. Czuję, że zaraz dojdzie. I tak się po chwili dzieję. Połykam wszystko oblizując usta.
- Lubisz to - szepczę mu do ucha i całuję zaraz w usta.
- Uwielbiam wszystko co mi robisz.
- Nawzajem - rysuję paznokciem po jego torsie
- To co teraz skarbie?
- Na co masz ochotę? To twoje urodziny. Zrobię wszystko.
- Mam ochotę tylko na ciebie.
- Więc mnie bierz - wpijam się w jego usta.
- Ale to ty miałaś rządzić.
- I będę. - uśmiecham się przez pocałunki. Jedną ręką sięgam po pasek spodni. Patrzy na mnie zaciekawiony. Zawiązuje mu ręce tak, że nie może mnie dotknąć. Składam pocałunki od szyi, przez ramiona. Jestem nad nim, ale nie podnoszę bioder. Celowo tylko się ocieram o jego męskość. Szybko oddycha przez usta. Wypycha biodra w moją stronę. Trochę go dręczę. Ale tylko mu wolno? W końcu lituję się i opuszczam na niego. Ale bardzo powoli.
- O boże....
Mi było tak samo dobrze jak jemu. Dochodzę równo z nim. Rozwiązuję ręce Niallowi. Całuję go po szyi głęboko oddychając.  Obejmuje mnie w tali i tuli do siebie.
- Zawsze jest tak cudownie.
- bo z tobą.
- Podobają ci się takie urodziny?
- Cudowne.
Uśmiecham się muskając jego wargi. Czule oddaje mój pocałunek. Jeszcze nie raz tej nocy się kochaliśmy.

11 komentarzy:

  1. Cudny rozdział :) ..a jaki długiiiii *_*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo! Jak słodko! Kocham! <3
    zapraszam do mnie...


    http://changemymind-zaynmalik-fanfiction.blogspot.com/

    http://youandi-onedirection-fanfiction.blogspot.com/

    http://hellobaby-onedirection-fanfiction.blogspot.com/

    http://wondreams-onedirection-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty następny rozdział +18 z dedykacją dla mnie! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale to zajebiste :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Suuper rozdział z niecierpliwością czekam na nn:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na mojego nowego bloga: demony-13.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń